Spór o konstytucjonalizm dotyka biblijnego obrazu człowieka i potrzeby ograniczonej władzy państwowej.
Spór o podstawy państwa prawa wykracza poza bieżące konflikty polityczne i dotyczy samej istoty ograniczonej władzy. Tradycyjni obrońcy konstytucjonalizmu podkreślali znaczenie przyrodzonych praw człowieka oraz mechanizmów zapobiegających nadużyciom. Widzieli w nich konsekwencję biblijnego przekonania o skłonności człowieka do grzechu. Współcześni myśliciele postliberalni, tacy jak Patrick Deneen, Adrian Vermeule czy Sohrab Ahmari, odrzucają natomiast liberalny porządek jako źródło społecznego rozkładu i domagają się silniejszej władzy w imię dobra wspólnego.
Geneza sporu o granice władzy
Deneen w książkach „Why Liberalism Failed” oraz „Regime Change” uznaje filozofię, na której oparto ustrój Stanów Zjednoczonych, za źródło późniejszych problemów i wzywa do stworzenia nowych podstaw ustrojowych. Vermeule proponuje tak zwany konstytucjonalizm dobra wspólnego, w którym prawa jednostki zostają podporządkowane nadrzędnej wizji dobra zbiorowego. Takie podejście zbliża postliberalną prawicę do radykalnej lewicy, ponieważ obie strony odrzucają liberalny konstytucjonalizm i są gotowe rozszerzać władzę państwa w imię rzekomego dobra ogółu.
James Madison w „Federaliście nr 51” pisał, że ambicja musi powściągać ambicję, ponieważ ludzie nie są aniołami. Spostrzeżenie to pozostaje zgodne z biblijnym rozumieniem ludzkiej natury skażonej grzechem pierworodnym. Progresywiści, począwszy od Woodrowa Wilsona, już dawno odrzucili system podziału władzy i stworzyli scentralizowane państwo administracyjne.
Biblijne podstawy ograniczonej władzy
Biblia przedstawia człowieka jako istotę skłonną do nadużyć, dlatego władza wymaga wyraźnych ograniczeń i skutecznych mechanizmów kontroli. Wezwania do zawieszenia zasad konstytucyjnych pod pretekstem ratowania porządku należy odrzucić jako zagrożenie dla mechanizmów, które pozwalają kontrolować i ograniczać władzę. Właściwą drogą pozostaje powrót do tradycji opartej na prawach naturalnych, istniejących niezależnie od państwa, federalizmie oraz instytucjonalnych zabezpieczeniach przed nieograniczoną władzą jakiejkolwiek jednostki lub grupy.
Podobne napięcia dostrzegamy w Polsce, gdzie toczą się dyskusje o roli państwa wobec jednostki i wspólnoty. Doświadczenia okresu PRL pokazują, że centralizacja władzy często prowadzi do ograniczenia wolności religijnej i wolności słowa, niezależnie od intencji reformatorów. Dlatego warto powracać do zasad, które chronią możliwość życia zgodnie ze Słowem Bożym, podobnie jak czynił to Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniach dotyczących wolności sumienia.
Wolność Kościoła a granice władzy państwowej
Oba skrajne podejścia – postliberalne i progresywistyczne – grożą ograniczeniem swobody, z jaką Kościół może głosić Ewangelię. Historia uczy, że gdy państwo zaczyna definiować dobro wspólne bez odniesienia do Bożego prawa, cierpią najsłabsi oraz mniejszości wyznaniowe. Jako wspólnota chrześcijańska potrzebujemy zatem jasnego rozeznania, które nie opiera się na doraźnych sojuszach politycznych.
Zachowanie konstytucyjnych mechanizmów ograniczających władzę pozwala nam nadal uczestniczyć w nabożeństwach, czytać Pismo Święte i dzielić się wiarą bez ingerencji państwa. To jeden z powodów, dla których warto bronić zasad ograniczonej władzy, zamiast szukać nowych, bardziej scentralizowanych rozwiązań.
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej












