Izraelski minister obrony zaproponował eliminację 30–40 Palestyńczyków każdej nocy oraz przymusową emigrację ludności, wywołując falę międzynarodowego…
Wysoki rangą izraelski urzędnik państwowy publicznie wezwał armię do zabijania każdej nocy od trzydziestu do czterdziestu mieszkańców Strefy Gazy, uzasadniając postulat stwierdzeniem, że wielu z nich „nie zasługuje na życie” i „to nie są ludzie”.
Propozycja obejmuje także masowe, przymusowe przesiedlenia Palestyńczyków oraz rozpoczęcie żydowskiego osadnictwa na opuszczonych terenach. Stanowisko to spotkało się z ostrą reakcją wielu państw, w tym krajów tradycyjnie wspierających Izrael, a także instytucji międzynarodowych.
Liczby podane przez ministra – trzydzieści do czterdziestu osób dziennie – wskazują na skalę planowanej operacji. Słowa te padły w momencie, gdy trwają międzynarodowe dyskusje nad możliwością zawieszenia działań zbrojnych i humanitarnego dostępu do strefy.
Reakcja opinii publicznej pokazała, że część społeczeństw, nawet tych przychylnych Izraelowi, uznaje tego rodzaju wypowiedzi za przekroczenie granicy. Milczenie niektórych wpływowych polityków dodatkowo podkreśliło podziały w ocenie dopuszczalnych form retoryki podczas konfliktu.
Kwestia nie dotyczy wyłącznie jednej strony sporu. Dotyczy sposobu, w jaki władza publiczna definiuje, kto ma prawo do życia i godności, a kto zostaje wyłączony z tej kategorii.
Wnioski
Gdy publiczne wypowiedzi redukują grupy ludzi do kategorii „nie-ludzi”, podważają podstawową zasadę, że każda osoba posiada nienaruszalną wartość niezależnie od przynależności. Społeczeństwa, które akceptują taką dehumanizację, ryzykują utratę zdolności do rozpoznawania cierpienia innych jako własnego problemu. Pozostaje pytanie, jakie granice języka i działania jesteśmy gotowi uznać za nieprzekraczalne, zanim stracimy wspólny punkt odniesienia dla elementarnej przyzwoitości.
Źródło: Infopiguła
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej












