Duchowny na Kubie został aresztowany za modlitwę przed stadionem, podczas gdy jego rodzina zmaga się z chorobą dziecka w warunkach ograniczonego dostępu do opieki medycznej.
Kubańskie władze aresztowały duchownego Makieła Pupo Velázqueza za próbę zorganizowania wspólnej modlitwy przed stadionem w Camagüey. Duchowny, który prowadzi niezarejestrowany kościół, trafił do więzienia La Ceramika Roja pod zarzutem nieposłuszeństwa. Jego aresztowanie wpisuje się w szerszy schemat represji wobec niezależnych wspólnot chrześcijańskich, które niosą pomoc potrzebującym i głoszą Ewangelię.
Aresztowanie i jego okoliczności
26 września 2024 roku funkcjonariusze kubańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Państwa zatrzymali duchownego w prowincji Camagüey. Powodem było zorganizowanie modlitwy, którą władze uznały za zagrożenie dla porządku publicznego. Jej uczestnicy zamierzali jednak prosić Boga o miłosierdzie dla ludzi cierpiących w kraju.
Duchowny już wcześniej angażował się w niesienie pomocy. W lipcu dostarczał leki rodzinom więźniów politycznych, a pod koniec sierpnia prowadził spotkanie młodzieżowe, podczas którego wielu młodych ludzi wyznało wiarę w Chrystusa. Po tych wydarzeniach zaczęto organizować comiesięczne modlitwy, które gromadziły coraz więcej osób.
Trudna sytuacja rodziny po aresztowaniu
W tym samym czasie żona duchownego i ich dzieci musiały zmierzyć się z chorobą szesnastoletniej córki, która z poważnymi problemami kardiologicznymi trafiła do szpitala pediatrycznego. Rodzina została bez ojca i jego wsparcia w chwili, gdy dostęp do opieki medycznej był znacznie ograniczony. Sytuacja ta pokazuje, jak aresztowania wpływają na codzienne życie bliskich zatrzymanych.
Podobny los spotyka także inne rodziny. W marcu podczas pokojowych protestów aresztowano nastoletniego syna protestanckich duchownych oraz jego ojca. Chłopca osadzono w więzieniu dla dorosłych, gdzie przez ponad trzy miesiące był poddawany torturom psychicznym i fizycznym, a ponadto cierpiał z powodu infekcji i niedożywienia. Zwolniono go dopiero w czerwcu.
Presja władz na niezależne kościoły
Reżim obawia się nie tylko otwartego sprzeciwu, lecz także modlitwy i pomocy niesionej w imię Ewangelii. Niezarejestrowane kościoły, które nie poddają się kontroli państwa, są szczególnie narażone na represje. Dostarczanie leków czy organizowanie spotkań modlitewnych władze traktują jako wrogie działania, choć w istocie są one wypełnieniem nakazu miłości bliźniego.
Polskie wspólnoty ewangeliczne, które mogą swobodnie się modlić, mają możliwość okazywania solidarności prześladowanym przez wstawiennictwo i informowanie o ich sytuacji. Takie zaangażowanie pomaga zachować świadomość, że wolność religijna nie jest czymś oczywistym. Regularna modlitwa oraz nagłaśnianie losu prześladowanych wspólnot pozostają konkretnymi sposobami wyrażania solidarności.
Historia ta przypomina, że władze dążące do kontrolowania wszystkich form życia wspólnotowego mogą uznać za zagrożenie nawet modlitwę i pomoc niesioną bliźnim.
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej












