Po exodusie Ormian z Górskiego Karabachu ich starożytne kościoły i klasztory pozostają bez opieki, a turystyka pomija ten fakt.
Ofensywa wojsk azerbejdżańskich we wrześniu 2023 roku doprowadziła do masowego wysiedlenia ponad stu tysięcy Ormian z Górskiego Karabachu (Arcachu). Ludzie ci opuścili nie tylko swoje domy, lecz także kościoły i klasztory, które przez stulecia stanowiły centrum ich życia duchowego. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości nakazał zapewnienie ormiańskim uchodźcom warunków umożliwiających bezpieczny powrót, jednak decyzja ta pozostaje niewykonana. Tymczasem biura podróży oferują turystom wycieczki po regionie, przemilczając los jego dawnych mieszkańców i ich miejsc modlitwy.
Skala wysiedlenia i jego duchowe konsekwencje
Obecność ormiańskich chrześcijan w Górskim Karabachu sięga wczesnego średniowiecza. Świadczą o niej kamienne krzyże i klasztory wzniesione na stromych zboczach. Każda z tych świątyń jest nie tylko zabytkiem, lecz także znakiem przymierza, które przetrwało najazdy i zmiany granic. Gdy wspólnota znika, ustają również codzienna modlitwa i przekazywanie pamięci z pokolenia na pokolenie.
Los wysiedlonych pokazuje, że utrata miejsca kultu oznacza coś więcej niż utratę zabytkowej architektury. Narusza także ciągłość świadectwa, które wspólnota składała przez wieki. W krainie, gdzie modlitwa rozbrzmiewała od setek lat, cisza staje się nowym, wymownym znakiem.
Niszczenie materialnego świadectwa wiary
Raporty organizacji monitorujących sytuację wskazują na systematyczne uszkadzanie ormiańskich obiektów sakralnych. Kamienne krzyże są niszczone, a wnętrza klasztorów dewastowane. Nie są to przypadkowe akty, lecz element konsekwentnych działań zmierzających do zatarcia ormiańskiej tożsamości tego regionu.
Dr Paul Murray z organizacji Save Armenia zwraca uwagę, że takie działania są wymierzone w żywą pamięć wspólnoty. Zamiast chronić dziedzictwo, władze i podmioty komercyjne przyczyniają się do zacierania jego śladów. Chrześcijanie w różnych częściach świata obserwują to z niepokojem.
Turystyka i milczące przyzwolenie na zapomnienie
Firmy takie jak Expedia, Viator i GetYourGuide promują wyjazdy do miejsc określanych jako Szusza i Chankendi. W ofertach nie wspomina się ani o wypędzeniu dawnych mieszkańców, ani o losie ich miejsc kultu. Klient otrzymuje uproszczony obraz atrakcyjnego celu podróży, w którym nie ma miejsca na cierpienie miejscowych chrześcijan.
Praktyka ta sprowadza się do sprzedawania obrazu miejsca, z którego wymazano jego duchową historię. Zamiast rzetelnego opisu turysta otrzymuje wersję wydarzeń pomijającą istotne fakty. W ten sposób branża turystyczna staje się narzędziem utrwalania obecnego stanu rzeczy.
W Polsce podobne pytania pojawiają się, gdy wspólnoty modlą się za chrześcijan na Bliskim Wschodzie, pamiętając o własnych doświadczeniach wysiedleń po II wojnie światowej oraz o modlitewnej solidarności zborów z uchodźcami. Ostatnie lata pokazują, że solidarność nie kończy się na granicach kraju. W Hbr 13,3 czytamy: „Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli razem z nimi skrępowani, i o cierpiących, bo sami jesteście w ciele”. Słowa te odnoszą się także do tych, którzy utracili ojczyznę lub święte miejsca.
Przypomina to, że pamięć o cierpiących jest istotną częścią wiary.
🌐 Odkryj z nami Armenię!
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej












