Rosyjskie służby publikują sfabrykowane meldunki i deepfake’i, by podważyć zaufanie między Polską a Ukrainą przed rocznicą wydarzeń wołyńskich.
Rosyjskie służby specjalne rozesłały sfabrykowany meldunek o rzekomej zbrodni UPA we Włodzimierzu Wołyńskim, w której miało zginąć dwa tysiące Polaków.
Polscy historycy, w tym Jan Pisuliński i Mirosław Szumiło, natychmiast wskazali, że dokument powtarza tezy znane od lat i nie znajduje potwierdzenia w archiwach. Jednocześnie w tym samym komunikacie wymieniono Dmytro Kłaczkiwskiego, rzeczywistego dowódcę odpowiedzialnego za część zbrodni wołyńskich, co ma zwiększyć pozór wiarygodności przekazu.
Na platformie TikTok pojawiło się równolegle nagranie deepfake, w którym ukraiński dowódca miał stwierdzić, że Ukraina nie potrzebuje polskiej pomocy. Materiał został szybko rozpoznany jako manipulacja, lecz jego fragmenty zdążyły rozprzestrzenić się w polskich i ukraińskich mediach społecznościowych.
Tego rodzaju operacje łączą elementy prawdziwe z całkowicie zmyślonymi, co utrudnia szybką weryfikację i zwiększa ryzyko nieporozumień między społeczeństwami. Przed kolejną rocznicą wydarzeń wołyńskich takie działania mogą pogłębiać istniejące już napięcia.
Podobne techniki dezinformacyjne stosowane są regularnie wobec innych państw graniczących z Rosją, co sugeruje systematyczny charakter tych działań.
Wnioski
Manipulacja faktami i obrazem podważa podstawowe warunki wspólnego życia: możliwość polegania na tym, co widzimy i słyszymy. Gdy prawda staje się towarem, najwięcej tracą ci, którzy nie mają środków, by samodzielnie sprawdzać informacje. Zachowanie przestrzeni, w której można odróżnić fakt od fabrykacji, staje się więc wspólnym zadaniem wymagającym codziennej uwagi.
Źródło: Infopiguła
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej












