To wewnętrzne rozdarcie nie jest jedynie znakiem naszych czasów. Jest raczej konsekwencją ludzkiej kruchości oraz świata zranionego przez grzech. Człowiek, stworzony na obraz Boga, często traci z oczu swoją godność i zaczyna postrzegać siebie przez pryzmat błędów, porażek czy ran zadanych przez innych. Tymczasem takie spojrzenie pozostaje w sprzeczności z prawdą o naszej wartości. Pismo przypomina:
„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3:16 BW).
Miłość Boga jest fundamentem, który podważa każde kłamstwo mówiące nam, że jesteśmy bezwartościowi.
Pierwszym krokiem ku uzdrowieniu jest zwrócenie wzroku ku Bogu. W swojej nieskończonej miłości podjął On inicjatywę pojednania z człowiekiem. Dzieło odkupienia przywraca nam godność, której sami nie jesteśmy w stanie sobie nadać. Jezus Chrystus, oddając życie na krzyżu, objawił jak wielką wartość ma każdy człowiek w oczach Ojca. Dlatego nasze uczucia, choć realne nie są ostateczną miarą prawdy o nas. Prawda znajduje się w Słowie Bożym, które przypomina o naszym powołaniu do bycia światłem i solą ziemi (Mt 5:13 BW), a nie do pogrążania się w mroku zwątpienia.
Ważne jest także uczciwe spojrzenie na źródła naszego bólu. Czy rodzi się on z win, które wymagają pojednania z Bogiem, czy z ran zadanych przez innych? Jeśli ciężar noszony w sercu wynika z własnych błędów, droga prowadzi przez pokutę — nie jako akt potępienia siebie, lecz jako otwarcie się na przebaczającą łaskę Boga. Psalmista modli się:
„Zmiłuj się nade mną, Boże, według łaski swojej…” (Ps 51:3 BW).
Bóg nie odrzuca skruszonego serca; przeciwnie , przywraca mu wolność.
Jeśli natomiast źródłem cierpienia są krzywdy, które nas spotkały, koniecznym krokiem staje się przebaczenie. Nie oznacza ono zapomnienia ani usprawiedliwienia zła, lecz uwolnienie własnego serca od ciężaru urazy. Noszona w sobie nieprzebaczona rana potrafi zatruwać życie, podczas gdy przebaczenie otwiera drogę do pokoju. Sam Chrystus modlił się za swoich prześladowców: „Ojcze, odpuść im…”. Jego przykład pokazuje, że miłość jest silniejsza niż zranienie.
Nie jesteśmy jednak powołani do samotnego dźwigania naszych zmagań. Bóg stworzył nas do życia we wspólnocie. Obecność innych wierzących, ich modlitwa, rozmowa i wsparcie przypomina nam, że nie jesteśmy sami. Kościół ma być przestrzenią, w której zranieni odnajdują ukojenie, a zagubieni kierunek. W świecie promującym samowystarczalność szczególnie potrzebujemy relacji, które niosą światło.
Nie sposób pominąć roli modlitwy. Jest ona miejscem szczerego spotkania z Bogiem, przestrzenią, w której możemy przynieść nasze lęki, wątpliwości i zmęczenie. Trwając w Jego obecności, uczymy się patrzeć na siebie nie przez pryzmat własnych osądów, lecz w świetle Jego prawdy.
Warto także pamiętać, że choć emocje są częścią naszego człowieczeństwa, nie powinny wyznaczać naszej tożsamości. Świat często sugeruje, że jesteśmy tym, co czujemy. Ewangelia mówi coś innego. Nasza tożsamość zakorzeniona jest w Chrystusie. Jesteśmy dziećmi Bożymi, odkupionymi Jego miłością. Ta prawda pozostaje niewzruszona nawet wtedy, gdy nasze serce próbuje nam zaprzeczać.
Podsumowując, nadmierna surowość wobec siebie i wewnętrzne zmagania nie muszą mieć ostatniego słowa. Droga ku wolności prowadzi przez zwrócenie się ku Bogu, odważne zmierzenie się z własną historią, przebaczenie oraz trwanie w modlitwie i wspólnocie. Nasza wartość nie zależy od chwilowych ocen, ani własnych, ani cudzych. Pochodzi od Stwórcy, który ukochał nas tak bardzo, że oddał za nas swego Syna.
W tej miłości odnajdujemy siłę, by powstać ponad głosem potępienia i żyć zgodnie z Bożym zamysłem. Niech więc każdy, kto zmaga się z ciężarem serca, pamięta: w Bogu jest nadzieja, a Jego łaska wystarcza, aby rozjaśnić nawet najgłębsze ciemności.
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson








