Autentyczna wiara w czasach pozorów
Żyjemy w czasach, w których zewnętrzne formy pobożności są łatwo dostępne, widoczne i często oceniane. Można modlić się głośno, unosić ręce w uwielbieniu, cytować Pismo i mówić właściwe słowa, a jednocześnie minąć się z istotą oddania Bogu. Dlatego coraz częściej powraca pytanie, które niepokoi sumienia wierzących: co naprawdę świadczy o autentyczności naszej wiary?
Czy jest nią to, co widzą inni, czy raczej to, co dzieje się w ukryciu serca, tam, gdzie nie dociera ludzki wzrok, ale gdzie obecny jest Bóg? To pytanie nie jest nowe, ale w każdym pokoleniu wymaga świeżej odpowiedzi, opartej nie na emocjach czy modzie duchowej, lecz na Słowie Bożym.
Ostrzeżenie Jezusa – pobożność na pokaz
Do tej kwestii odnosił się wielokrotnie Jezus Chrystus. W Kazaniu na Górze wypowiedział słowa, które do dziś brzmią z mocą:
„A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy; albowiem oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby ludzie ich widzieli” (Mt 6:5 BW).
Nie potępia On samej modlitwy ani jej publicznej formy, lecz motyw, który za nią stoi. Jezus uderza w serce problemu. W pragnienie bycia zauważonym, docenionym, podziwianym. Tam, gdzie centrum uwagi przesuwa się z Boga na człowieka, tam pobożność przestaje być oddaniem, a staje się spektaklem.
Serce ważniejsze niż gest
Ten wątek podejmuje również John Piper, teolog i wieloletni pastor, założyciel Desiring God. W jednym z odcinków podcastu Ask Pastor John podkreśla on, że problemem nie są gesty, lecz intencje.
Unoszenie rąk, głośna modlitwa, ekspresja w uwielbieniu – wszystko to może być autentycznym wyrazem miłości do Boga. Ale może też stać się subtelną formą szukania własnej chwały. Piper przypomina, że serce człowieka jest zdolne nawet z rzeczy świętych uczynić narzędzie pychy, jeśli nie poddaje się nieustannemu działaniu Ducha Świętego.
Światłość, która wskazuje na Ojca
Jednocześnie Pismo Święte nie wzywa do ukrywania wiary. Jezus mówi przecież:
„Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech” (Mt 5:16 BW).
To napięcie jest bardzo istotne. Nasze życie ma być widocznym świadectwem, ale jego celem nie jest zwrócenie uwagi na nas, lecz na Boga. Granica bywa cienka – i właśnie dlatego potrzebujemy duchowej czujności. Gdy dobre uczynki przestają prowadzić ludzi do Ojca, a zaczynają budować nasz wizerunek, wtedy nawet to, co dobre, traci swoją wartość duchową.
Uwielbienie, a wspólnota Kościoła
Podobne myśli odnajdujemy w refleksjach pastora Sam Andres, opublikowanych na łamach The Gospel Coalition. Autor broni fizycznych form uwielbienia jako biblijnych i naturalnych, ale jednocześnie przestrzega przed nadmiernym indywidualizmem, który coraz częściej wkrada się do życia Kościoła.
Uwielbienie nie jest prywatnym przeżyciem oderwanym od wspólnoty. Kościół nie jest zbiorem jednostek realizujących własne potrzeby duchowe, lecz Ciałem Chrystusa, w którym każdy gest i każde słowo powinny służyć zbudowaniu innych. Tam, gdzie centrum przesuwa się z „my” na „ja”, tam duch wspólnoty słabnie.
Walka o czystość motywów
U podstaw wszystkich tych napięć leży jedno: ludzkie serce. Nawet odkupione, nadal wymaga czujności. Skłonność do szukania uznania, pochwały czy potwierdzenia własnej wartości nie znika automatycznie wraz z nawróceniem. Dlatego potrzebujemy regularnego badania motywów i pokornej modlitwy, by Duch Święty oczyszczał nasze intencje.
Apostoł Paweł daje nam prostą, ale wymagającą zasadę:
„Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą” (1 Kor 10:31 BW).
To zdanie jest duchowym kompasem. Pomaga odróżnić pobożność od pozoru, oddanie od ambicji, służbę od autopromocji.
Praktyczne pytania, których nie wolno unikać
Każdy wierzący staje przed pytaniami, które nie zawsze są wygodne:
-
Czy to, co robię, buduje innych, czy mnie samego?
-
Czy modlitwa wypływa z potrzeby serca, czy z potrzeby bycia zauważonym?
-
Czy moje uwielbienie jest odpowiedzią na Bożą obecność, czy jedynie emocjonalnym rytuałem?
Nie są to pytania oskarżające. Są to pytania ochronne – pomagające zachować prostotę i szczerość wiary.
Autentyczność, która rodzi się w ukryciu
Ostatecznie autentyczna wiara nie rodzi się na oczach ludzi, lecz w ukryciu przed Bogiem. Tam, gdzie nie ma aplauzu, kamer ani ocen. Tam, gdzie liczy się tylko prawda serca. To w ukryciu kształtuje się postawa, która później – naturalnie i bez wysiłku – staje się świadectwem dla świata.
W świecie pełnym pozorów i duchowej powierzchowności Kościół jest wezwany do powrotu do źródeł: do Słowa Bożego, modlitwy i życia w prawdzie. Nie po to, by być mniej widocznym, ale by być bardziej prawdziwym.
Niech więc nasze życie – zarówno w zgromadzeniu, jak i w codzienności – będzie skierowane ku chwale Boga. Nie naszej. Jego.
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson







