
Wiara, która nie chroni przed bólem
Życie chrześcijanina od początku do końca jest drogą zaufania Bogu, ale nie jest drogą wolną od cierpienia. Ewangelia nigdy nie obiecywała, że wiara stanie się tarczą chroniącą przed chorobą, stratą czy śmiercią. Przeciwnie , uczy, że zaufanie Bogu prowadzi nas często przez miejsca trudne, niezrozumiałe i bolesne. Historia pewnej kobiety, która prowadziła zdrowe życie, była głęboko wierząca, a mimo to zmarła zaledwie kilka dni po druzgocącej diagnozie nowotworowej, jest tego przejmującym przypomnieniem. Jej odejście burzy fałszywe przekonanie, że pobożność gwarantuje bezpieczeństwo w doczesnym sensie.
Wiara nie jest ubezpieczeniem od cierpienia. Jest raczej zaproszeniem do tego, by przejść przez cierpienie w obecności Boga, który nie opuszcza swoich dzieci nawet wtedy, gdy nie rozumiemy Jego dróg.
Krzyż – znak drogi, nie ochrony
Centralnym znakiem chrześcijaństwa nie jest tarcza, lecz krzyż. To on przypomina, że droga zbawienia prowadzi przez cierpienie, a nie obok niego. Pismo Święte wielokrotnie pokazuje ludzi wiernych Bogu, którzy doświadczali bólu, prześladowań i śmierci, nie dlatego, że byli niewierni, lecz dlatego, że pozostali wierni do końca. Ich życie nie było łatwe, ale było głęboko zakorzenione w nadziei wykraczającej poza doczesność.
Krzyż uczy nas, że Bóg nie zawsze zabiera cierpienie, ale zawsze jest obecny pośród niego. Chrystus nie uniknął bólu, lecz przeszedł przez niego, otwierając drogę, którą i my jesteśmy wezwani podążać. W tym świetle przedwczesna śmierć osoby wierzącej nie jest dowodem porażki wiary, lecz tajemnicą, której sens w pełni objawi się dopiero w wieczności.
Nadzieja, która nie zaprzecza łzom
Chrześcijańska nadzieja nie polega na zaprzeczaniu bólowi ani na udawaniu, że cierpienie nie istnieje. Nadzieja rodzi się tam, gdzie człowiek, ze złamanym sercem, zwraca się ku Bogu, wiedząc, że nie jest sam. Pismo przypomina, że Pan jest blisko tych, którzy są skruszeni i przygnieceni, a Jego obecność staje się oparciem wtedy, gdy zawodzą wszystkie ludzkie odpowiedzi.
Strata bliskiej osoby zawsze pozostawia pustkę, której nie da się szybko wypełnić. Jednak nawet w tej pustce Bóg potrafi działać. Cierpienie, choć niechciane, może stać się miejscem duchowej przemiany – nie przez to, że przestaje boleć, ale przez to, że prowadzi do głębszego zaufania Temu, który widzi więcej niż my.
Cierpienie w rękach Boga
Wielu wierzących nosi w sercu ukryte oczekiwanie, że skoro żyją blisko Boga, ominą ich najcięższe doświadczenia. Gdy jednak przychodzi choroba, strata czy śmierć, pojawia się rozczarowanie i pytanie: „dlaczego?” Pismo Święte nie daje na to pytanie prostych odpowiedzi, ale pokazuje inną perspektywę. Nawet gdy zewnętrzny człowiek niszczeje, wewnętrzny może się odnawiać każdego dnia.
Cierpienie nie jest karą ani dowodem Bożego gniewu. Jest częścią rzeczywistości upadłego świata, w którym jednak Bóg nie przestaje działać. W Jego rękach nawet to, co trudne i bolesne, może zostać przemienione w narzędzie duchowego wzrostu, pokory i oczyszczenia serca.
Wiara dojrzała przez próbę
W świecie, który za wszelką cenę próbuje unikać bólu, chrześcijaństwo przypomina o prawdzie krzyża. Nie obiecuje łatwego życia, ale obiecuje obecność Boga w każdym jego momencie. Prawdziwa wiara dojrzewa nie wtedy, gdy wszystko się układa, lecz wtedy, gdy człowiek – mimo łez i pytań pozostaje przy Bogu.
Cierpienie nie jest końcem drogi. Jest etapem, przez który przechodzimy, niosąc swój krzyż z nadzieją, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, lecz do życia. Chrześcijanin nie ucieka od bólu, ale przeżywa go w świetle obietnicy zmartwychwstania. To właśnie ta nadzieja pozwala iść dalej, nie zaprzeczając cierpieniu, lecz powierzając je Temu, który zna każdą łzę i każdą ludzką historię.
Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu.”
(Psalm 34:19 BW)
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson








