Pastor Ortega był dla swojej wspólnoty kimś więcej niż kaznodzieją. Był głosem nadziei, obecnością w biedzie, światłem tam, gdzie panował strach. Jego śmierć pozostawiła nie tylko osieroconą rodzinę, lecz także Kościół, który znów został uderzony w samo serce. Organizacje chrześcijańskie nie mają wątpliwości: to było celowe zabójstwo. Kolejne z wielu.
Władze departamentu Magdalena, we współpracy z prokuraturą, rozpoczęły śledztwo, apelując do mieszkańców o pomoc w ujęciu sprawców. Jednak pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi: czy ta tragedia stanie się impulsem do realnych zmian, czy też dołączy do długiej listy nierozwiązanych spraw?
Wiara, która kosztuje życie
Kolumbia od lat jest miejscem, gdzie wiara bywa wyrokiem. Duchowni giną, są zastraszani, porywani. W ciągu jednego roku zamordowano co najmniej kilkunastu przywódców chrześcijańskich. Każde takie życie to nie statystyka, lecz przerwana służba, złamane wspólnoty, cisza tam, gdzie ktoś wcześniej mówił o pokoju.
Ci, którzy głoszą Ewangelię i pomagają najsłabszym, przeszkadzają tym, którzy żyją z przemocy. Ich głos jest niewygodny. Dlatego bywa uciszany kulą.
Cisza, która woła
Konstytucja Kolumbii gwarantuje wolność religijną. Ale papier nie chroni przed nocą, strachem i bezkarnością. Gdy duchowni giną, a sprawy pozostają nierozwiązane, wolność staje się pustym słowem. Kościoły modlą się, żegnają swoich pasterzy i zadają pytanie, które powraca coraz boleśniej: jak długo jeszcze?
Śmierć pastora Ortegi jest wołaniem, którego nie wolno zagłuszyć. To przypomnienie, że w XXI wieku wciąż są miejsca, gdzie wiara kosztuje życie.