Życie jest tajemnicą, darem, który wymaga od nas odwagi, by stawić czoła jego blaskom i cieniom. W ostatnich latach kwestia wspomaganego samobójstwa stała się jednym z najbardziej palących dylematów współczesnego świata. To nie tylko problem medyczny czy prawny – to pytanie o to, co czyni nas ludźmi, o granice autonomii i świętość istnienia. Raport Lifeway Research z sierpnia 2024 roku, oparty na badaniu 1200 osób z marginesem błędu ±3,3%, ujawnia, że 51% Amerykanów uznaje wspomagane samobójstwo za moralnie akceptowalne, 32% sprzeciwia się tej praktyce, a 17% pozostaje niepewnych. Te liczby to nie tylko statystyki – to odbicie głębokiego rozdarcia w ludzkich sercach, gdy stajemy wobec pytania: kim jesteśmy, by decydować o życiu i śmierci?
Porównanie z badaniem z 2016 roku, gdzie 67% respondentów popierało moralną akceptowalność wspomaganego samobójstwa, wskazuje na spadek poparcia.
Co to oznacza?
Czy społeczeństwo zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwa płynące z tej drogi, czy też po prostu zawahało się w obliczu moralnej otchłani? Scott McConnell, dyrektor Lifeway Research, zauważa, że osoby uczęszczające do kościoła rzadziej lub wcale nie kierują się religijnymi dogmatami (58% poparcia), podczas gdy regularni uczestnicy nabożeństw (40-44% poparcia) skupiają się na łagodzeniu cierpienia. To pokazuje, że nasze podejście do śmierci jest nierozerwalnie związane z tym, jak postrzegamy sens życia.
Moralna otchłań – pytanie o świętość życia
Życie nie jest przypadkiem. Jak mówi Psalm 104:29-30 BW: „Skryjesz oblicze swoje, a one się trwożą; zabierzesz im dech, a giną i wracają do prochu swego. Ześlesz ducha swego, a są stworzone, i odnawiasz oblicze ziemi.” Te słowa przypominają nam, że życie jest darem, a jego kres nie leży w naszych rękach.
Jednak współczesny świat w swej technologicznej arogancji, zaczyna wierzyć, że może przejąć boskie klucze śmierci, o których mówi Apokalipsa św. Jana (1:18)BW: „i żyję, i byłem umarły, a oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła.”
Wspomagane samobójstwo stawia nas przed pytaniem: czy jest to akt miłosierdzia, czy też zdrada wobec życia?
55% badanych popiera prawo lekarzy do pomocy terminalnie chorym w zakończeniu życia, ale 31% jest temu przeciwnych, a 14% pozostaje niepewnych.
Te liczby odzwierciedlają nie tylko różnorodność opinii, ale także głęboką niepewność, która towarzyszy nam, gdy stajemy na krawędzi egzystencjalnego chaosu.
Czy mamy prawo decydować o końcu życia?
A jeśli tak, to gdzie przebiega granica? Czy jest to granica bólu, cierpienia, czy może naszej własnej wygody?
Duchowy i społeczny kontekst – wybór życia w obliczu śmierci
W maju 2024 roku Delaware stało się jedenastym stanem USA, który zalegalizował wspomagane samobójstwo, podpisując ustawę Ron Silverio/Heather Block End of Life Options Law. Decyzja ta wywołała sprzeciw National Right to Life, która słusznie zauważa, że takie prawo odciąga uwagę od opieki paliatywnej – prawdziwego aktu miłosierdzia wobec cierpiących.
Opieka paliatywna to nie ucieczka przed odpowiedzialnością, lecz odważne stawienie czoła cierpieniu, by przynieść ulgę bez niszczenia daru życia.Społeczeństwo, które pozwala na wspomagane samobójstwo, ryzykuje utratę czegoś fundamentalnego: szacunku dla życia jako wartości nadrzędnej.
Księga Powtórzonego Prawa (30:19)BW mówi: „Biorę dziś na świadków przeciwko wam niebo i ziemię, że stawiam przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie tedy życie, abyście żyli, wy i wasze potomstwo.” Ten nakaz nie jest jedynie religijną sentencją – to wezwanie do odpowiedzialności za nasze wybory, za to, jak definiujemy człowieczeństwo w obliczu bólu i śmierci.
Indywidualna odpowiedzialność i rola wspólnoty
Każdy z nas, prędzej czy później stanie w obliczu śmierci – własnej lub bliskich. W takich momentach decyzje, które podejmujemy, nie dotyczą tylko nas samych, ale także tych, którzy nas otaczają. Rodziny terminalnie chorych często znajdują się w moralnym labiryncie, zmuszone wybierać między przedłużaniem życia a łagodzeniem cierpienia. To tutaj rola wspólnoty – w tym Kościoła – staje się kluczowa. Kościół, jako strażnik duchowych wartości, powinien być latarnią w mroku, przypominającą o godności życia, ale także o potrzebie współczucia i wsparcia.
Wspomagane samobójstwo nie jest odpowiedzią na cierpienie – jest rezygnacją z walki o sens. Prawdziwe miłosierdzie wymaga od nas odwagi, by towarzyszyć cierpiącym, by wziąć na siebie ciężar ich bólu, zamiast oferować im łatwą drogę ucieczki. To trudne, niemal heroiczne zadanie, ale to właśnie ono definiuje nas jako ludzi.
Wybór życia w świecie chaosu
Debata o wspomaganym samobójstwie to nie tylko kwestia prawa czy medycyny – to walka o duszę naszego społeczeństwa.
Stoimy na rozdrożu, gdzie musimy wybrać, czy życie jest święte, czy też jest jedynie towarem, który można odrzucić, gdy staje się niewygodne.
W obliczu tej decyzji potrzebujemy mądrości, która wykracza poza statystyki i ustawy.
Potrzebujemy odwagi, by spojrzeć w oczy cierpieniu i powiedzieć: „Nie jesteś sam.”
W świecie, który coraz bardziej skłania się ku indywidualizmowi, musimy pamiętać, że nasze wybory mają konsekwencje nie tylko dla nas, ale dla całego społeczeństwa. Wybierzmy życie – nie z naiwności, lecz z głębokiego przekonania, że nawet w największym cierpieniu kryje się sens, który warto odkryć.
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson








