Dzień Matki dla wielu kobiet jest czasem radości, wdzięczności i rodzinnego ciepła. Są jednak matki, które przeżywają ten dzień inaczej … w ciszy, z bólem ukrytym głęboko w sercu, z tęsknotą za dzieckiem, którego nie mogą już przytulić. To właśnie dla nich ten dzień bywa najtrudniejszy. W świecie pełnym uśmiechów, kwiatów i życzeń łatwo poczuć się samotną ze swoim cierpieniem. A przecież żadna matka po stracie dziecka nie powinna pozostawać sama.
Utrata dziecka jest raną, która zmienia człowieka na zawsze. Nie ma słów, które potrafiłyby całkowicie opisać taki ból. Są jednak kobiety, które przeszły przez tę ciemną dolinę i dziś mówią innym matkom: „Rozumiem cię. Wiem, jak wygląda poranek, kiedy budzisz się i przez krótką chwilę zapominasz, że twojego dziecka już nie ma. Wiem, jak bardzo boli widok pustego pokoju, znajomych miejsc i wspomnień, które wracają niespodziewanie”.
Żałoba po dziecku nie przebiega według żadnego schematu. Są dni, kiedy człowiek ma siłę normalnie funkcjonować, i takie, kiedy najmniejsza rzecz wywołuje łzy. To naturalne. Psychologia mówi dziś wyraźnie, że strata dziecka nie jest doświadczeniem, po którym człowiek „wraca do dawnego siebie”. Serce matki uczy się żyć z raną, ale ta rana zawsze pozostaje częścią jej historii. I właśnie dlatego tak ważne jest, aby kobiety przeżywające żałobę nie czuły presji, by szybko „stanąć na nogi”, przestać płakać czy udawać, że wszystko jest dobrze.
Jako chrześcijanie często próbujemy znaleźć odpowiedzi na pytania, na które po ludzku odpowiedzieć się nie da. „Dlaczego Bóg na to pozwolił?”, „Dlaczego moje dziecko?”, „Dlaczego właśnie ja?”. I trzeba jasno powiedzieć, te pytania nie są grzechem. Bóg nie boi się naszego bólu ani naszych łez. W Piśmie Świętym wielokrotnie widzimy ludzi, którzy wołali do Niego z rozpaczy. Sam Jezus płakał przy grobie Łazarza, choć wiedział, że za chwilę go wskrzesi. To niezwykle ważne, że Bóg nie stoi obojętnie wobec cierpienia matki. On jest blisko człowieka złamanego bólem.
„Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym” (2 Kor 1,3-4 BW). Dla wielu kobiet te słowa stają się światłem w najciemniejszych chwilach życia. Nie dlatego, że nagle zabierają ból, ale dlatego, że przypominają: nawet teraz nie jesteś sama.
Wiele matek po stracie zmaga się także z poczuciem winy. Analizują każde wydarzenie, każde słowo, każdą decyzję. Zastanawiają się, czy mogły zrobić coś inaczej. To bardzo częsty mechanizm psychiczny po traumie. Umysł próbuje odzyskać poczucie kontroli nad czymś, co było poza naszym wpływem. Dlatego tak ważne jest, by kobieta po stracie usłyszała: „To nie twoja wina”. Potrzebuje również przestrzeni, by opowiadać o swoim dziecku, wspominać je i mówić o swojej miłości bez lęku, że ktoś uzna to za „rozpamiętywanie”.
O prześladowaniu ewangelików:
Kronika miasta Boguszow-Gottesberg (Boża Góra) - kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson













