Żyjemy w epoce, która lubi mówić o wolności, ale coraz rzadziej zadaje pytanie o jej cenę. Technologia rozwija się szybciej niż mądrość, a możliwości, które jeszcze niedawno wydawały się science fiction, dziś stają się rutyną. Granica między tym, co naturalne, a tym, co wytworzone, między darem a produktem, zaciera się w tempie, które powinno nas niepokoić, zwłaszcza wtedy, gdy stawką jest życie ludzkie.
Nie chodzi tu jedynie o postęp medyczny. Chodzi o zmianę sposobu myślenia o człowieku. O przesunięcie od rozumienia osoby jako bytu obdarzonego godnością ku postrzeganiu jej jako efektu procesu, wyniku umowy, elementu transakcji. To przesunięcie nie jest neutralne. Pociąga za sobą konsekwencje, które prędzej czy później dotkną całe społeczeństwa.
Technologia bez granic i pytanie o odpowiedzialność
Nowoczesne technologie rozrodcze wprowadzają logikę rynku w sferę, która przez tysiąclecia była chroniona przez normy moralne, religijne i kulturowe. Dziecko, które wcześniej było przyjmowane jako dar, nie w pełni planowalny, wymagający odpowiedzialności i poświęcenia coraz częściej staje się projektem do zrealizowania. A projekty, jak wiadomo, podlegają ocenie jakości, reklamacji i renegocjacji warunków.
W tym miejscu pojawia się pytanie fundamentalne: co dzieje się z człowiekiem, gdy zaczynamy go traktować jak produkt? Pismo Święte odpowiada na to wprost, zanim jeszcze pojawiły się nowoczesne laboratoria:
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1:27 BW).
Jeśli człowiek nosi w sobie obraz Boga, nie może być przedmiotem umowy ani narzędziem realizacji cudzych pragnień. Gdy ten fundament zostaje usunięty, pozostaje już tylko siła, prawo i technologia.
Rozpad małżeństwa jako struktury, nie tylko relacji
Ten proces nie zaczął się w laboratoriach. Zaczął się w momencie, gdy małżeństwo przestało być rozumiane jako trwałe przymierze, a zaczęło być traktowane jak kontrakt oparty na emocjach. Gdy uczucie stało się ważniejsze niż zobowiązanie, a satysfakcja ważniejsza niż odpowiedzialność, struktura, która chroniła najsłabszych, zaczęła się rozpadać.
Małżeństwo nie było jedynie prywatną decyzją dwojga ludzi. Było ramą porządkującą rzeczywistość, w której życie mogło się pojawić i wzrastać. Pismo Święte ujmuje to jednoznacznie:
„Dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę swoją i połączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (Rdz 2:24 BW).
Gdy ta jedność zostaje zastąpiona tymczasowością, dziecko traci naturalną przestrzeń bezpieczeństwa i staje się elementem negocjacji dorosłych.
Obraz człowieka i jego utrata
U podstaw tych przemian leży głębszy problem: utrata jasnej definicji człowieka. Jeśli człowiek nie ma celu, jeśli nie jest powołany do czegoś większego niż własna wygoda, to nic nie stoi na przeszkodzie, by go używać, modyfikować i podporządkowywać systemom.
Pismo ostrzega przed taką redukcją człowieka do rzeczy:
„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem” (Iz 5:20 BW).
Gdy język zostaje odwrócony, a granice rozmyte, chaos moralny staje się nieunikniony.
Wolność, która staje się nową formą niewoli
Paradoks naszych czasów polega na tym, że im głośniej mówi się o wolności wyboru, tym mniej miejsca pozostaje na prawdziwą wolność. Jeśli wszystko jest opcją, nic nie jest zobowiązaniem. A bez zobowiązań nie ma ani sensu, ani trwałych relacji.
Apostoł Paweł ujmuje to z niezwykłą przenikliwością:
„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne” (1 Kor 6:12 BW).
Wolność oderwana od dobra nie wyzwala — ona dezorientuje. A zdezorientowany człowiek bardzo łatwo staje się zależny od struktur, które obiecują mu bezpieczeństwo w zamian za rezygnację z odpowiedzialności.
Najsłabsi zawsze płacą najwyższą cenę
Historia pokazuje jednoznacznie: gdy społeczeństwo traci zdolność ochrony najsłabszych, zaczyna się jego moralny rozpad. Dzieci, zwłaszcza te bezbronne, zależne, pozbawione głosu są pierwszym testem prawdy o naszych wartościach.
Jeśli ich godność można zawiesić w imię wygody dorosłych, to znaczy, że człowieczeństwo zostało podporządkowane użyteczności.
Powrót do odpowiedzialności
Nie wystarczy krytykować technologię ani potępiać kulturę. Potrzebny jest powrót do odpowiedzialności — do przekonania, że życie nie jest materiałem do dowolnej obróbki, a wolność wymaga granic.
Rodzina, małżeństwo, odpowiedzialność za życie to nie są relikty przeszłości. To struktury, które pozwalają człowiekowi pozostać człowiekiem.
W stronę przyszłości, która nie zapomni, kim jesteśmy
Jeśli mamy iść naprzód, musimy wiedzieć, kim jesteśmy i dlaczego istniejemy. Postęp, który niszczy godność osoby, nie jest postępem, lecz regresją ubraną w język nowoczesności.
Człowiek nie jest projektem do optymalizacji. Jest istotą obdarzoną wartością, za którą ponosimy odpowiedzialność. A tam, gdzie odpowiedzialność zanika, wolność szybko zmienia się w nową formę niewoli.
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson








