Amerykańska operacja w Wenezueli, przedstawiana przez Waszyngton jako krok w kierunku przywrócenia porządku i wolności, spotkała się z ostrą krytyką wielu państw. Niektóre rządy, szczególnie te związane z blokiem wschodnim, uznały ją za jawną agresję i naruszenie suwerenności narodowej. Inne, zwłaszcza w regionie Ameryki Łacińskiej, wyraziły ostrożne poparcie, widząc w obaleniu Maduro szansę na zakończenie wieloletniego kryzysu humanitarnego, który pogrążył Wenezuelę w chaosie. Głosy, choć różnorodne, wskazują na jedno: współczesny świat nie jest w stanie wypracować jednolitego stanowiska wobec działań podejmowanych w imię walki o sprawiedliwość.
Nie sposób pominąć moralnego wymiaru tej sytuacji. Wenezuela od lat zmaga się z biedą, korupcją i brutalnym uciskiem ze strony rządzących. Czy jednak zewnętrzna interwencja, nawet jeśli motywowana troską o dobro obywateli, może być usprawiedliwiona? Historia pokazuje, że podobne działania często prowadzą do dalszej destabilizacji, a intencje mocarstw rzadko bywają wolne od ukrytych interesów. W tym kontekście warto przypomnieć słowa Pisma Świętego, które wzywają do poszukiwania sprawiedliwości, ale i do zachowania pokory wobec Bożego porządku: „Nie mścijcie się sami, umiłowani, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan” (Rz 12:19 BW). Choć werset odnosi się do jednostek, można w nim dostrzec przestrogę przed pochopnym sięganiem po siłę, gdy motywy nie są w pełni czyste.
Krytycy amerykańskiej operacji wskazują na brak mandatu międzynarodowego. Rada Bezpieczeństwa ONZ, jako organ odpowiedzialny za utrzymanie pokoju na świecie, nie udzieliła zgody na interwencję, co stawia legalność działania pod znakiem zapytania. Rosja i Chiny, stali członkowie Rady, już zapowiedziały, że będą dążyć do potępienia Stanów Zjednoczonych, określając ich postępowanie jako niebezpieczny precedens.
Z kolei sojusznicy Waszyngtonu, w tym niektóre państwa europejskie, podkreślają, że reżim Maduro od lat ignorował podstawowe prawa człowieka, co czyniło interwencję koniecznością moralną, jeśli nie prawną. Spór ten ukazuje głęboki rozdźwięk w postrzeganiu zasad rządzących stosunkami międzynarodowymi.
Nie można również zignorować konsekwencji humanitarnych. Choć obalenie Maduro może otworzyć drogę do odbudowy Wenezueli, tymczasowa kontrola sprawowana przez Stany Zjednoczone budzi obawy o przyszłość tego narodu. Czy naród wenezuelski zdoła odzyskać pełną niezależność, czy też stanie się pionkiem w geopolitycznej rozgrywce? Wątpliwości te są tym bardziej uzasadnione, że historia zna wiele przykładów, gdy interwencje zewnętrzne prowadziły do długotrwałej zależności. W tym świetle warto przywołać biblijną przestrogę przed poleganiem wyłącznie na ludzkiej sile: „Nie w wojskach, nie w sile, lecz w Duchu moim – mówi Pan Zastępów” (Za 4:6 BW). Prawdziwa odbudowa Wenezueli nie dokona się jedynie za sprawą militarnych działań, lecz wymaga głębokiej przemiany serc i umysłów jej obywateli.
Równie istotnym aspektem jest reakcja samych Wenezuelczyków. Choć wielu z nich wita obalenie Maduro z nadzieją, inni obawiają się, że ich kraj stanie się areną kolejnych konfliktów. Lata represji i biedy nauczyły ich nieufności wobec zewnętrznych „wybawców”. W mediach społecznościowych pojawiają się głosy zarówno poparcia, jak i sprzeciwu wobec amerykańskiej obecności. Jeden z mieszkańców Caracas napisał: „Chcemy wolności, ale nie za cenę utraty naszej tożsamości”. Te słowa oddają dylemat, przed którym stoi naród wenezuelski – dylemat między pragnieniem sprawiedliwości a obawą przed nową formą zniewolenia.
Międzynarodowa debata, która rozgorzała wokół wydarzeń w Wenezueli, dotyka także fundamentalnych pytań o naturę władzy i odpowiedzialności. Czy jedno państwo ma prawo decydować o losie drugiego, nawet jeśli czyni to w imię wyższych wartości? Pismo Święte przypomina, że wszelka władza pochodzi od Boga i to przed Nim należy zdawać sprawę ze swoich czynów: „Nie ma bowiem władzy, która by nie była od Boga; te, które są, przez Boga są ustanowione” (Rz 13:1 BW). Jeśli więc Stany Zjednoczone podjęły się roli arbitra w sprawach Wenezueli, muszą liczyć się z tym, że ich działania zostaną osądzone nie tylko przez ludzi, ale i przez wyższą instancję.
Podsumowując, interwencja w Wenezueli, choć być może podyktowana chęcią przywrócenia porządku, rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Legalność, moralność i długoterminowe skutki tego działania pozostają przedmiotem gorącej dyskusji. Światowi przywódcy, którzy zgromadzą się na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, staną przed trudnym zadaniem – muszą znaleźć równowagę między koniecznością ochrony praw człowieka a poszanowaniem suwerenności narodowej. Dla Wenezuelczyków zaś najważniejsze jest, by ich kraj, po latach cierpienia, odnalazł drogę do prawdziwej wolności i pokoju. Niezależnie od politycznych rozstrzygnięć, warto pamiętać, że ostateczne rozwiązanie nie leży w rękach mocarstw, lecz w woli narodu i w opatrzności Bożej, która prowadzi historię ku swoim celom.
Sprawa Wenezueli jest także przestrogą dla wszystkich narodów. Pokazuje, jak łatwo można popaść w chaos, gdy władza przestaje służyć dobru wspólnemu, a staje się narzędziem ucisku.
O prześladowaniu ewangelików:

Kronika miasta Boguszów-Gottesberg (Boża Góra) – kliknij, aby dowiedzieć się więcej
Kirk Peter Johanson








